Niezwykła historia relikwii bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Po ujawnieniu zabójstwa księdza Jerzego, władze komunistyczne zarządziły, aby sekcja zwłok została przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku. Przeprowadził ją zespół specjalistów pod kierunkiem prof. Marii Byrdy. Do tego zespołu należał biegły sądowy Jan Szrzedziński. W oświadczeniu przekazanym białostockiej Kurii napisał: "Widziałem Księdza, kiedy leżał na stole sekcyjnym w prosektorium. Był w sutannie, na szyi miał założoną pętlę, tzw. lejce biegnące przez plecy do podkurczonych nóg w ten sposób, że gdyby chciał wyprostować nogi, to pętla na szyi zaciskała się. Do nóg przymocowany był worek z kamieniami. Ręce, twarz oraz sutanna były zabrudzone mułem rzecznym. Sekcję sądowo-lekarską zwłok ks. Jerzego Popiełuszki przeprowadzono 31 października 1984 r. Badania chemiczno-toksykologiczne pobranych materiałów przeprowadziłem osobiście, będąc kierownikiem pracowni chemiczno-toksykologicznej-starszym wykładowcą w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku". Zaraz potem w swojej relacji wspomina: – „Pozostałe materiały po przeprowadzeniu badań przechowywałem w stanie zamrożonym zgodnie z przepisami przez okres czterech tygodni, a w tym przypadku dłużej, bo przez okres około pół roku. Po tym czasie zabezpieczone materiały rozmroziłem, umieściłem w szklanym słoju i zalałem mieszaniną roztworu formaliny z alkoholem etylowym. Pozostałą po badaniach krew wylałem na chemicznie czystą i odtłuszczoną taflę szklaną. Po wyschnięciu krwi zeskrobałem kryształki hemoglobiny i umieściłem je w dwóch szklanych próbówkach. Tak zabezpieczone materiały przechowywałem w Zakładzie w wielkiej tajemnicy do czasu przekazania ich władzom kościelnym. Uważałem bowiem, że w przyszłości będą one relikwiami męczennika ks. Jerzego Popiełuszki."

Tajemnica i ostrożność były konieczne. Panował stan wojenny, a władze komunistyczne robiły wszystko, aby zatrzeć wszelkie ślady zbrodni dokonanych na Narodzie i Kościele. Doktor Szrzedziński przekazał relikwie osobie sobie znanej i zaufanej, a mianowicie koledze z lat szkolnych, księdzu Jerzemu Gisztarowiczowi, podówczas wikariuszowi parafii pw. św. Rocha w Białymstoku. Na plebanii św. Rocha został sporządzony stosowny protokół, tam też podjęto decyzję o przekazaniu relikwii do kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Zadanie to powierzono siostrze Laurencji Fabisiak ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Tak tamte wydarzenia wspomina sama siostra: "Wzięłam święte dla nas relikwie, ukryłam w torbie i z różańcem w ręku wsiadłam do pociągu relacji Białystok-Warszawa. Zgłosiłam się do ks. proboszcza Boguckiego. Pamiętam, że był wtedy w towarzystwie przedstawicieli gdańskiej "Solidarności" Po rozmowie ze mną ks. Bogucki powiedział: «Siostro najdroższa, jestem bardzo chory. Serce mam coraz słabsze. Przeczuwam, że niedługo umrę. W tej sytuacji nie mogę wziąć szczątków organów ks. Jerzego, bo obawiam się, że nie zabezpieczę ich dostatecznie, że po mojej śmierci komuniści je zniszczą. Niech siostra zabierze je z powrotem do Białegostoku»". "Wiedziałam - wspomina dalej siostra Laurencja - że muszę je zabrać, ale nie wiedziałam co dalej. Zanim opuściłam parafię na Żoliborzu, postawiłam szczątki organów na grobie ks. Jerzego Popiełuszki. Uklękłam i powiedziałam do Niego: Jerzy, oto kawałek Twego umęczonego ciała. Muszę zabrać Cię z powrotem na Twoją podlaską rodzinną ziemię. Niech Twój duch jedzie ze mną. Klęcząc, zmówiłam pacierz i poszłam w kierunku dworca, a właściwie już razem z ks. Jerzym poszliśmy w tym kierunku. Namacalnie wiem, że był!"

Siostra Laurencja bezpiecznie wróciła do Białegostoku. Tam czekał na nią ksiądz Jerzy: "Gdy weszłam z relikwiami do mojego pokoju w domu zakonnym przy ul. Dąbrowskiego 1, zobaczyłam na środku pokoju uśmiechniętą twarz młodego kapłana. Był to ks. Jerzy Popiełuszko. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i odszedł poza granicę czasu. W swoim wewnętrznym świecie odczułam, że potwierdził wstawienniczą modlitwę, jechał ze mną, czuwał, aż do mojego wejścia do domu."

Trzeba było działać i ukryć relikwie. W Warszawie mówiono o tym, że Służba Bezpieczeństwa planuje sprofanować a nawet wykraść ciało księdza Jerzego, złożone w grobie na Żoliborzu. Grobu pilnowano dzień i noc, założono nawet alarm. Ostatecznie w dniu 22 maja 1986 r. relikwie uratowane przez doktora Szrzedzińskiego zostały ukryte w ścianie kaplicy domu Sióstr Misjonarek przy ul. Stołecznej 5 w Białymstoku. Ksiądz Gisztarowicz postarał się o dębową skrzynkę, do której został włożony owinięty w płótno słój z organami wewnętrznymi męczennika, dwie fiolki z wysuszoną krwią oraz miedziana tuba z dokumentami potwierdzającymi autentyczność relikwii. W największej tajemnicy, skrzynkę, zabezpieczoną papą budowlaną, zamurowano w ścianie kaplicy. Nie pozostawiono żadnego śladu, który wskazywałby na miejsce ukrycia. Wszystko odbyło się w obecności tylko trzech zaufanych osób: - ks. Gisztarowicza, siostry Laurencji i kierownika budowy kaplicy inż. Franciszka Toczydłowskiego. Inż. Toczydłowski zamurował skrzynkę, ale nie wiedział nic o jej zawartości.

Minęły dwadzieścia cztery lata. Dobiegł końca proces beatyfikacyjny księdza Jerzego. W międzyczasie upadł komunizm, a kaplica sióstr Misjonarek w Białymstoku, której mury strzegły relikwii kapelana Solidarności, stała się sanktuarium bł. Bolesławy Lament. Siostry Misjonarki pamiętały o relikwiach i przypomniały o niej arcybiskupowi Edwardowi Ozorowskiemu, który polecił je odszukać. Dnia 10 maja 2010 r. przystąpiono do poszukiwań. Zadanie nie było proste, gdyż kaplicę przebudowywano, a ze świadków ukrycia relikwii żyła tylko siostra Laurencja. Przebywała już w innym domu i ze względu na stan zdrowia nie mogła przyjechać do Białegostoku. Przekazała tylko szkic miejsca ukrycia relikwii i przy jego pomocy, szczęśliwie udało się odnaleźć zamurowany w ścianie „skarb”. Skrzynka była nienaruszona i zawierała wszystko, co opisywał umieszczony w miedzianej tubie dokument.

W tak niezwykły sposób Archidiecezja Białostocka stała się posiadaczem cennych relikwii. Relikwie z organów wewnętrznych zostały podarowane parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku. Relikwie z serca to inny wielki dar, który otrzymała Archidiecezja Białostocka już po beatyfikacji ks. Jerzego. Zostały one odnalezione w 2012 r. przy okazji remontu w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i przekazane Kurii Metropolitalnej Białostockiej. Natomiast relikwie z krwi przekazywane są parafiom i innym wspólnotom, gdzie rozwija się kult księdza Popiełuszki. Relikwie z krwi mają postać malutkich czarnych brylantów. Świecą one w wielu świątyniach, płonąc blaskiem prawdy, dla której żył i umarł ksiądz Jerzy Popiełuszko.

Relikwie, które obecnie towarzyszą peregrynacji Obrazu Matki Bożej Robotników - Solidarności na co dzień znajdują się w kaplicy parafii pw. bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Rzeszowie gdzie budowany jest kościół pod Jego wezwaniem. Tam każdego 19-go dnia miesiąca odbywa się nowenna do bł. ks. Jerzego Popiełuszki i zanoszone są modlitwy za ojczyznę, Kościół i wszystkich wspierających dzieło budowy świątyni, której powstaniu i rozrostowi patronuje bł. ks. Jerzy, kapłan i męczennik.

 

Opr. Ks. Robert Mokrzycki

Copyright © 2019 Parafia Zaborów. All Rights Reserved.

Search